Ciekawe linki

Jeśli się podoba

N,N-dietylotryptamina3. DET

N,N-dietylotryptamina

3-[2-(dietyloamino)-etylo]-indol

T-9


SYNTEZA: (z indolu) Do dobrze mieszanego roztworu 10 g indolu w 150 ml bezwodnego eteru dietylowego dodano kroplami w ciągu 30 minut roztwór 11 g chlorku oksalilu w 150 ml bezwodnego eteru dietylowego. Mieszanie kontynuowano kolejne 15 minut, podczas których nastąpiło oddzielenie chlorku indol-3-yloglioksylu. Ten pośredni związek odfiltrowano i użyto bezpośrednio w następnym kroku. Dodano go do 20 ml bezwodnej dietyloaminy. Następnie dodano nadmiar 2N HCl, mieszaninę ochłodzono i powstałe osady odfiltrowano. Przekrystalizowano je z metanolu uzyskując po wysuszeniu 19,4 g N,N-dietyloglioksyloamidu indol-3-yly o t.t. 175-177 °C.

Roztwór 19 g N,N-dietyloglioksyloamidu indol-3-ylu w 350 ml bezwodnego dioksanu dodano powoli do 19 g Li[AlH4] w 350 ml dioksanu, dobrze mieszanego i utrzymywanego w temperaturze wrzenia pod chłodnicą zwrotną w obojętnej atmosferze. Po zakończeniu procesu wrzenie pod chłodnicą zwrotną kontynuowano przez dodatkowe 16 godzin, mieszaninę ochłodzono i nadmiar wodorku zneutralizowano ostrożnie dodając wilgotny dioksan. Utworzone osady odfiltrowano, przemyto gorącym dioksanem a przesącz i popłuczyny połączono, osuszono nad bezwodnym MgSO4 i rozpuszczalnik usunięto pod zmniejszonym ciśnieniem. Pozostałość rozpuszczono w bezwodnym eterze dietylowym i nasycono bezwodnym HCl. Utworzone kryształy przekrystalizowano z mieszaniny benzenu i metanolu uzyskując 14,7 g (75% wydajność) chlorowodorku N,N-dietylotryptaminy (DET) o t.t. 170-171 °C.

(z tryptaminy) Do roztworu 1,6 g tryptaminy w 20 ml izopropanolu dodano 5,5 ml diizopropyloetyloaminy i 2,3 ml bromku etylu. Po mieszaniu w temperaturze pokojowej przez 36 godzin wszystkie substancje lotne usunięto pod zmniejszonym ciśnieniem w parowniku rotacyjnym i jasnobrązową pozostałość (5,17 g) potraktowano 5 ml bezwodnika octowego i ogrzewano na łaźni parowej przez 5 minut. Po powrocie do temperatury pokojowej dodano 3,5 ml NH4OH i egzotermiczną reakcję pozostawiono do osiągnięcia temperatury pokojowej. Z mieszaniny reakcyjnej utworzono zawiesinę w 150 ml 0,5N H2SO4, a fazę wodną ponownie przemyto CH2Cl2. Fazy wodne połączono, zalkalizowno 6N NaOH i wyekstrahowano 3x40 ml CH2Cl2. Wyciągnięte ekstrakty pozbawiono rozpuszczalnika pod zmniejszonym ciśnieniem a pozostałość (1,49 g ciemnego oleju o ostrym zapachu) przedestylowano w aparacie KugelRohr’a. Produkt, N,N-dietylotryptamina, destylowała w temperaturze 175-185 °C pod ciśnieniem 0,05 mmHg jako biały olej, który ważył 1,02 g i spontanicznie krystalizował. Produkt ten rozpuszczono w 20 ml wrzącego heksanu, ochłodzono do temperatury pokojowej i dodano ośrodek krystalizacji. Uzyskano 0,72 mg białego, woskowanego krystalicznego ciała o t.t. 84-87 °C. Chlorowodorek (spontanicznie krystalizujący z roztworu alkoholu izopropylowego zasady potraktowanej kilkoma kroplami stężonego HCl) miał t.t. 169-171 °C. Sól okazała się niestabilna, ciemniejąca z upływem czasu.

DAWKA: 50-100 mg, doustnie

CZAS TRWANIA: 2 - 4 godzin

OCENA JAKOŚCIOWA: (44 mg, doustnie) Byłem w miejscu publicznym i mogłem w każdej chwili z kimś wejść w interakcję, prawdopodobnie stanowiło to ponurą paranoję i chęć wycofania się. Doświadczyłem pełni efektów w ciągu niewiele ponad godziny, prawie bez wizuali czy uczuć fizycznych, ale z miażdżącym strachem przed interakcją. Musiałem wycofać się w prywatne miejsce, by poczytać i głęboko się zaangażować, ale w ciągu kolejnej godziny odkryłem to jako coraz łatwiejsze zadanie, zwyczajnie normalne. Zniosłem je. OK. Dobry sen, brak pozostałości.

(75 mg, doustnie) Początek wydawał się nadejść po 40 minutach, po których pojawiły się w większości fizyczne objawy, które zdawały się zanikać po godzinie i kwadrancie. Reasumując, absolutnie głębokiego, wzbogacającego uczucia doświadczyłem słuchając Brahms’a (kwartet fortepianowy fortepianowy-moll) i Verdi’ego (requiem), co wywarło na mnie duże wrażenie. Po 3,5-4,5 godzinach została zachwycająca poświata.

(150 mg, doustnie) To był wolny początek. Minęło więcej niż godzina zanim to się zaczęło, w co na początku nie wierzyłem, ale stało się to całkowicie niezaprzeczalne. Zmierzałem w kierunku umówionego spotkania i opinąłem jego miejsce. Nie byłem w stanie skoncentrować się, gdzie byłem i dokąd miałem nadzieję się udać. Z ogromnym wysiłkiem zlokalizowałem współrzędne spotkania, ale chodnik robił mi śmieszne rzeczy i ponownie udało mi się ominąć mój cel. Usadłem próbując uporządkować sprawy, ale nie mogłem.

(150 mg, doustnie) Efekty stały się oczywiste po 50-60 minutach, dość intensywne w okresie między pierwszą a trzecia godziną. Wtedy nastąpiła godzina, w której śledzenie stało się możliwe. Po godzinie piątej wszystko się skończyło. Pojawiły się za to tzw „efekty wegetatywne”. Zdecydowanie zaobserwowałem pocenie się dłoni i stóp. Pustka w klatce piersiowej. Były nieznaczne efekty dociskające, ale za to wyraźna tachykardia, przy moim normalnym pulsie spoczynkowym około 60 wzrósł on powyżej 100 przez moment. Myślę, że 150 mg to trochę za dużo.

(400 mg, doustnie) Za dużo.

(40 mg, palone) Odkryłem, że 10 mg DET jest wielkości główki zapałki, więc wypaliłem tego czterokrotność. Smak tego związku jest paskudny – pachnie jak palący się plastik – ale nie obchodziło mnie to. Nadejście było łagodne, po około 5 minutach, euforyczne i empatogeniczne i wystąpiło natychmiastowe koleżeństwo z wiązku z grupą, z którą byłem (używali oni po 20 i 40 mg na osobę). Zauważyłem, że głaszczę perkalowego kota i zapytałem kolegę „czy ludzie mruczą?” a on odpowiedział „oczywiście, jeśli wiesz jak słuchać”. Zaczęliśy się drapać nawzajem po plecach i wydawać niewyraźne, mruczące dzwięki.

(90 mg, palone) Zażyłem to w 3 dawkach po 30 mg w odstępach 10-minutowych. Było to niemalże zbyt duże stężenie jak w ostatniej dawce. Zbyt naćpany. Pewne emocjonalne wglądy, ale ich nie pamiętałem, by zapisać. Odczuwałem napięcie mięśni. Trochę kaca następnego dnia, znużenie, dobre krawędzie myśli, ale było zbyt otępiające.

(40 mg, podskórnie) Wystąpiło lekkie zaczerwienienie i drętwienie zarówno rąk jak i stóp przez około 20 minut. Kilka minut później poczułem coś w rodzaju upojenia alkoholowego i lekkie dryfowanie myśli. Muzyka była lekko wzmocniona i zaobserwowałem wzorzystość przy zamkniętych oczach z przewagą kolorów zielonych i pomarańczowych. Bez muzyki nie było wzorów. Efekty osiągnęły szczyt po około 30 minutach, ale odrętwienie było odczuwalne do trzech godzin. Ogólnie rzecz biorąc było to trochę rozczarowujące.

(60 mg, domięśniowo) Żółte ściany w wieloma oknami, koncentrujące się jedne nad drugimi, pojawiła się zwiększona aktywność; z uczuciem powiewu średniowiecza wokół nich. Ozdoby w kolorze białym, na dachu i okapie, miały szczególnie silny efekt dekoracyjny. Uczestnicy testów, bez malarskiej fantazji, musiały z pewnością być pod wielkim wrażeniem tej głębokości i pełni barw. Czułem, jakbym próbował nauczyć się malarstwa, kiedy próbowałem patrzeć na te rzeczy ze świadomością malarskiego oka. Czułem, że działanie narkotyku wpływa na fantazję w pierwszym rzędzie, zwiększając jej dynamikę. Jako temat normalnego umysłu, to doświadczenie z pewnością miałoby zaskakujący i cudowny efekt. Artysta mający twórczy umysł i fantazję byłby pod mniejszym wrażeniem.

(60 mg, domięśniowo) Około 15 minut po wstrzyknięciu pojawiły się takie same symptomy wegetatywne, jak zaobserwowane z DMT. Złudzenia i halucynacje były takie same. Ale zmiany otaczającego świata i reakcje emocjonalne na niego były silne i imponujące. Ludzkie twarze podobne do masek, tajemniczość jak ze snu obiektów znajdujących się w pokoju dawały mi poczucie, że przybyłem do innego świata, całkowicie odmiennego i dziwnego, pełnego czarów i tajemnic. Cudowny, ale zarazem dziwny świat przyciągnął mnie na chwilę, ale następnego momentu nie chciałem zaakceptować. Wpadłem w zakłopotanie; nie wiedziałem, co powinienem zrobić. Zacząłem chodzić nerwowo w górę i w dół i mówiłem „powinienem coś zrobić, muszę!” Wystąpiła swoista podwójna orientacja w przestrzeni i czasie: wiedziałem, że tam byłem, ale byłem również przyjąć ten dziwny świat jako rzeczywistość. Zmierzch w pokoju był rozjaśniany na kilka minut i ponownie światło było wyłączone; wydawało się, że ten okres mógł być całą epoką, pełną wydarzeń, imprez, ale wiedziałem jednocześnie, że w rzeczywistości minęło kilka minut.

(60 mg, domięśniowo) Zawroty głowy minęły i nadeszły atrakcje. Miałem zaszczyt widzieć składniki wszechświata w jednej chwili. Jakbym widział glony i wiciowce pod mikroskopem, w czerni i bieli. Teraz widziałem także kolory. Jakbym widział muszę, kolory tęczy gwałtownie się rozpadające. Świadomość staje się jak powietrze. Od szyi w górę czułem beskształtną lekkość. Gdybyśmy mogli to zaszczepić wszystkim ludziom, relacje międzyludzkie z pewnością uległyby znacznej poprawie.

(60 mg, dożylnie) Patrzyłem przez okno. Widziałem liście drzewa, kolor trawy, spacerujących ludzi tam i z powrotem bezmyślnie, jak małe dziecko patrząc się na rzeczy. Czułem się, jakbym odkrył świat na nowo.

(60 mg, dożylnie) Przedmioty otworzyły swoje znaczenie dla mnie, czułem się, jakbym znał je takimi, jakimi są w rzeczywistości, jakbym żył w nich i był w bezpośrednim kontakcie. Czułem ogromny popęd do pisania, do opisania wspaniałych przeżyć. Związki przychodziły spontanicznie, ale nie byłem w stanie skoncentrować się w sposób wymagany przez pracę. W każdym bądź razie nie chciałem przegapić ani chwili wizji.

ROZSZERZENIE I KOMENTARZ: Muszę wziąć odpowiedzialność za większość mitów, które podtrzymywały, że DET jest aktywne jedynie przy podaniu pozajelitowym. Wszystkie opublikowane badania na człowieku opisywały dawki, także przy podaniu domięśniowym. Większość ludzi, z którymi przeprowadziłem prywatne rozmowy na temat tego związku doznawało efektów przez palenie. Dopiero ostatnio zacząłem słyszeć o próbach doustnych. Przypuszczałem, że związek był nieaktywny w podaniu w ten sposób, co podkreślałem w wielu publikacjach pojawiających się przez latach. Z łacińskiego: mea culpa. Był jeden raport o aktywności po podaniu doustnym od Steve’a Szara w 1969 roku przedstawiony na spotkaniu, w którym oboje uczestniczyliśmy w Irvine w Kalifornii. Wygłosiłem mowę otwierającą i skierowałem temat tryptamin do Steve’a. W swoim przemówieniu zaprezentował tabelę odnoszącą się do DET jako aktywnego przy dawkach powyżej 60 mg domięśniowo lub doustnie (p.o. z łacińskiego per os), co znaczyło, że było aktywne, ale nigdy o tym wyraźnie mi nie wspominał a ja nigdy nie pytałem. Około 25 lat później spotkaliśmy się ponownie i wspominaliśmy stare czasu i na tym spotkaniu dałek kolejne poglądy z pozajelitowym podawaniem DET i jego aktywności a on nigdy niczego nie wspomniał. A jednak potępiałem to, że w rzeczywistości związek jest aktywny przy podaniu doustnym a od kiedy zacząłem pisać inaczej w publikacjach, zaakceptowałem odpowiedzialnie ten błąd. Najwidoczniej system MAO nie wzmacnia dialkiloamin wyższych niż metylowe. Z pewnością pipropylowe i diizopropylowe są aktywne doustnie, więc dietylowa także. Kilka badań klinicznych przeprowadzono na przełomie lat 50 i 60 XX wieku. Zatrudniono duszne środowisko naukowe, które było w tamtym czasie uznane za naukowe, dało ono różne rezultaty. Jedno badanie obejmowało dziesięciu zdrowych ludzi, którzy byli bezrobotnymi mężczyznami z depresyjnego obszaru górniczego. DET podano przez domięśniowe zastrzyki i próby przeprowadzono w częściowo dźwiękoszczelnej eksperymentalnej klinice zaopatrzonej w lustra weneckie i mikrofony. Osoby poddano szeregowi psychologicznych testów i funkcie organizmu badano w krótkich odstępach czasu. Jednym z nastrojów była wyrażona zgoda. Objawy neurologiczne wahały się od łagodnego drżenia do rażąco atetoidalnych ruchów. Wśród dziwnych skard somatycznych były takie, jak „Powietrze pędzi przez moje ciało”, „ Moja klatka piersiowa jest pusta i mam żelową kuleczkę w kręgosłupie”, „Tam nie ma moich rąk, całe moje ciało odczuwam zabawnie”. Wszystkie badane podmioty doświadczyły zawroty głowy i pocenie się. Sześciu twierdziło, że doświadczenie nie było przyjemne, trzech stwierdziło, że było. W grupie nie było entuzjazmu do powtórzenia doświadczenia i kilku oświadczyło, że opuści klinikę przed ponownym przystąpieniem. Podobne badania przeprowadzono na dziesiątce chronicznych pacjentach paranoidalno-schizofrenicznych (w tych samych warunkach, z tą samą dawką) z wywołaniem podobnych efektów. Większość pobladła, chciała się albo skarżyła na poczucie nudności i wymiotów. Kilku także opowiedziało o drgawkach. Na ogół były to bardzo negatywne doświadczenia i przyczyniły się do negatywnych opinii medycznych i naukowych na temat tych narkotyków.

Kolejne badanie przeprowadzono w całkowicie innych warunkach, z kolegami po fachu, z innymi specjalistami i artystami. Byli osobiści przyjaciele wśród badaczy naukowców raczej niż dla nich obcy. Obserwowane zmiany nastroju (powodowane w tym badaniu przez domięśniowe podanie 0,7-0,8 mg/kg masy ciała DET) zostały opisane w kierunku euforycznym; Poddani badaniu ogólnie byli zadowoleni z doświadczenia i chcieli je powtórzyć. Ochotnicze komentarze na temat narkotyków zmierzały w kierunki mistycznym i filozoficznych a kilku „pacjentów” tych eksperymentów zareagowało na muzykę i sztukę w nowy dla nich sposób.

W najwcześniejszych badaniach nad DET i powiązanych dialkilotryptaminach, badano chemię metabolizmu w poszukiwaniu jakichkolwiek wskazówek do wyjaśnienia aktywności tych związków. Należy pamiętać, że było to w okresie rozkwitu teorii psychotimimetycznej, poszukiwań narkotyków, które imitowałyby stany psychotyczne. Jakiż atrakcyjny pomysł, że może istnieć narkotyk powodujący objawy choroby psychicznej a tym samym mógłby zostać przyjęty model jej leczenia. Były przepyszne poszukiwania w tamtym czasie (lata 50) nazw, które można byłoby nadać tym niesamowitym substancjom, które mogłyby ukrywać wszelkie duchowe czy pozytywne aspekty tak, by można było je zaprezentować w ortodoksyjnej literaturze medycznej. W tamtym czasie wybrałem używać nazwy psychotomimetyki w tytułach moich publikacji, ponieważ wiedziałem, że mogą one odwrócić krytykę społeczności medycznej od opisywanych odkryć. Ale także różnorodność nazw była używana jako słowa kluczowe tych badań. W moich notatkach znajdują się „delirianty”, „deluzjogeny”, „dysleptyki”, środki „mispercepcyjne”, „mistykomimetyki”, „fanerotymy”, „fantastyki”, „farmazony”, „psychozomimetyki” (jako „z” zamiast „zamiast” – dlaczego?), „psychotaraksyki”, „psychotykanty”, „psychotogeny”, „psychogenny”, „psychotoksyny” i „schizogeny”. Niezbyt atrakcyjny zbiór, z którym można byłoby się wybrać na weekendową wycieczkę.

W roku 1956 Humphry Osmond zasugerował na spotkaniu w New York Academy of Science, że może być mniej pejoratywne, by złagodzić przedrostek, który był używany w odniesieniu do umysłu od psychoto- czy psycho- (używane w diagnozach medycznych są w większości negatywne) na błędny, ale bardziej miękki psyche- (które było jeszcze zaciemnione w medycznej patologii). Jego sugestią był „psychedelik”, naśladowany w wielu próbach jak np. tworzenie „psycheforyki” (poruszające umysł), „psychehormiki” (pobudzające umysł), „psycheplastyki” (kształtujące umysł), „psychezemiki” (fermentujące umysł), „psycherheksyki” (pekające umysł) i „psychelityki” (zwalniające umysł). Ale psychodelik (ang. Psychedelic - objawiający umysł) przetrwał wszystkie burze i obecnie jest składnikiem złownictwa. Istnieje kilka niedawnych wstawek do możliwego nazewnictwa klas dla tych związków, jak np. enteogeny (bosko stworzone), antaktogeny (wewnętrznie dotykające) czy empatogeny (odkrycie empatii) – są to twory, które próbują przekierować integralność i ciepło, które może być częścią doświadczenia psychodelicznego. Wszystkie używają przyrostka „-gen”, który sugeruje pochodzenie lub stworzenie. Każdy ma swoje zastosowanie i każdy ma swoje ograniczenia. Trzeba pamiętać, że żaden z tych terminów nie opisuje, co pojawia się w doświadczeniu. Ich wartość jest ograniczona do poszukiwania etykiety dla narkotyków, które pozwalają na wydarzanie się doświadczeń.

Wracając do dyskusji na temat metabolizmu. I do poszukiwania rzeczywistych narkotyków, magicznych strzał, które właściwie wytwarzają model stanu schizofrenicznego. Gdyby go odnaleźć można by umiejętnie spojrzeć na odpowiedniki zwierzęco-ludzkie, które po prostu pojawiają się na scenie w niektórych źle zarządzanych procesach metabolicznych i z tego względu mogą być winione na schorzenia umysłowe. Zaobserwowano, że dłuższe łańcuchy N,N-dwupodstawionych tryptamin mają zmniejszoną siłę działania. Im dłuższy łańcuch, tym mniej powstaje 6-hydroksylowych metabolitów. To skupia uwagę na hydroksylowych metabolitach dwóch najprostszych i najsilniejszych z dialkilotryptamin: DMT i DET.

6-HO-DET zostało zaobserwowano jako poboczny ludzki metabolit DET, który wydziela się w około 20% podanej dawki jako koniugat glukoronidu. W badaniach normalnych i schizofrenicznych pacjentów zaobserwowano pozytywne korelacje pomiędzy wydzielają ilością 6-HO-DET i intensywnością doświadczenia. Ponadto była sugestia, że pacjenci schizofreniczni produkują większe ilości tego metabolitu. To prowadziło do hipotezy, że może to był aktywny czynnik tworzenia stanu upojenia. W zasadzie, jak w bufoteninie, zakładamy, że odsłonięte polarne grupy hydroksylowe powinny przenikać do mózgu dość trudno. Ale z drugiej strony, jeśli byłyby wytworzone z DET po tym, jak ten przedostał się do mózgu, przeniknięcie nie byłoby problemem i lipofilowa bariera mogłaby sprawić trudności w wydostaniu się. Wtedy, jeśli to byłby efektywny związek, mógłby byćbardzo długo działającym. Jest wczesny raport samodzielnego podania domięśniowego w ramach jednej osoby 10 mg 6-HO-DET z opisem efektów w stylu DET między dwugą a czwartą godziną. Pomimo, że ten raport sugeruje, że związek jest kilka razy silniejszy niż DET, nigdy to doświadczenie nie zostało powielone i nie zgodzono się do końca z poniższym raportem 6-HO-DMT.

Jako wyzwanie dla hipotezy, że hydroksylowanie pozycji 6 N,N-dialkilotryptamin może grać pewną rolę w ekspresji działalności, pozycja ta byłą metabolicznie zablokowana przez włączenie atomu fluoru z uzyskaniem 6-F-DET. Związek ten z DET jako punktem kontrolnym, był badany na około dwunastu leczonych alkoholikach w dawkach około 60, 80 i 100 mg domięśniowo. To „wywoływało objawy autonomiczne, zmiany źrenic, ciśnienia krwi; ale nie powodowało odpływania w świat snu i innych fenomenów charakterystycznych dla aktywności halucynogennej”. Eksperymentatorzy rozważyli możliwą rolę eksperymentu jako „aktywnego placebo”, ale nie zrobiono z tym nic więcej.

6-HO-DMT jest pobocznym metabolitem DMT u człowieka i było badane z takich samych powodów. Czy związek odgrywa rolę w wyjaśnieniu aktywności macierzystej dialkiloaminy? Był badany w seriach na obiektach, którzy wykazali spektakularne reakcje na DMT. Pięciu ochotników w tych badaniach było poprzednio uzależnionych od opium, odbywali kary za naruszenie przepisów narkotykowych Stanów Zjednoczonych. Podano im 6-HO-DMT w dawkach rzędu 0,75 mg/kg masy ciała lub 1 mg/kg (dla czterech) i opisywano brak różnic od kontrolnego placebo. Cele badań (ciśnienie krwi, oddech i bicie serca, rozszerzenie źrenic) potwierdziły brak działania na tym poziomie. Aktywnym kontrolnym narkotykiem był sam DMT i ukazał oczekiwane reakcje pod każdym względem.

Zawsze byłem bardzo sceptyczny i trochę zawstydzony, że tak wiele wczesnych badań wykorzystywało hospitalizowanych pacjentów, schizofreników, alkoholików i więźniów jako obiekty badań. Ostatnie eksperymenty przeprowadzono w Lexington, Kentucky Publick Health Sernice Hospital. Przez lata był on głównym miejscem dla badań na ludziach uzależnionych od psychotropów. Ale nie można zapominać, że było to po pierwsze (i najważniejsze) więzienie a ludzie tam byli więźniami. Uzyskanie całkowitego obiektywizmu sprawozdawczości od osoby, która jest pod opieką i może chcieć prosić strażników o coś, jest niemożliwe. Cały epizod rozpoczął się krótko potem, jak przeszedł Harrison Narcotic Act około pierwszej wojny światowej. Lekarze utrzymywali, że uzależnienie od narkotyków jest problemem medycznym a władze prawne utrzymywały, że to jest problem prawa. Innymi słowy, czy heroinista był chorym czy kryminalistą? Przeważył punkt widzenia prawa, lekarze, który się sprzeciwiali poszli do więzienia a uzależnieni poszli w miejsca zwane „narkotykowe farmy”. W rzeczywistości byli więźniami, ale nazwa wprowadziła sugestię rehabilitacji. I właśnie w ostatnim w tych, w Lexington, przeprowadzono badania z hydroksylowanym DMT.

Wyniki były negatywne, ku rozczarowaniu naukowców. Dość ogólnie przyjęto, że 6-HO-DMT jest nieaktywne. Nie jestem zbytnio tym zaskoczony. Istnieje niewiele rzeczy z otwartą czy odkrytą grupą hydroksylową, którym udaje się przeniknąć lipidową barierę do mózgu.

N,N-dietylotryptamina

  • slide11.jpg
  • slide22.jpg
  • slide33.jpg
  • slide44.jpg
  • slide55.jpg